[x]

deviantART

 
About Me Member Experimental Photographer angel-shadowFemale/Poland Recent Activity Deviant for 3 Years
Needs Premium Membership
Statistics 158 Deviations
5,639 Comments
19,381 Pageviews

Devious Info

  • Current Residence: Mont-du-Loup
  • Interests: music, photography, psychology, people-watching, economy, poetry...
  • Favourite movie: Le Fabuleux destin d'Amelie Poulain
  • Favourite band or musician: Apocalyptica, Pink Floyd, The Beatles
  • Favourite genre of music: rock, classic, alternative
  • Favourite artist: Beata Tyszkiewicz, Marek Kondrat
  • Favourite poet or writer: Joestein Gaarder, Dorota Terakowska
  • MP3 player of choice: Winamp
  • Favourite game: Black&White2, Heroes V, Spellforce 2
  • Favourite cartoon character: Volverine
  • Tools of the Trade: Canon EOS 400D a obiektywów mi się nie chce wypisywać :P

Oddech

Fri Jun 26, 2009, 1:17 PM
Bonsai odżyło.
Nie było całopalenia, popiołów i szybkiego wzrostu, nie było wiwatów i okrzyków podziwu.
Było czuwanie.
Cierpliwość.

Któregoś dnia z martwego pozornie szkieletu wyrosły nowe, świeże liście. Tak zielone. Jak nadzieja.

Oczami wyobraźni przeprowadzam swoje wnętrze przez rytuał oczyszczenia. Widzę ją stojącą nad rwącą, wezbraną rzeką. Na plecach niesie osobliwą, zapłakaną postać. Kogoś, kto wygląda, jakby cierpiał wieki i jeszcze nie mógł pozbyć się bólu. Albo może kogoś, kto każdy powód do płakania uznaje za dobry. Ona garbi się pod jej ciężarem. Gdy tylko się uśmiechnie, w trzewiach wiecznej męczennicy odzywa się ból - skostniały żal i pretensja, że osoba jej tak bliska może się cieszyć. Więc wbija swoje szponiaste palce w bok tej pierwszej. Przecież nie może tak być.

Wiem, że ona z kimś rozmawia. Nie pytam z kim. Nie muszę. Czuję, że przestaje się bać. Z trudem odcina dwa podstawowe sznury, które wiążą ją z ciężarem.
Wieczna Męczennica wpada między spienione fale.
Ona - ja, bierze pierwszy, głęboki haust powietrza od pięciu lat.
Sznury wciąż trzymają się kostek.
Męczennica jęczy, wabi, płacze, lamentuje.
Grzmot wody działa kojąco, zagłusza jej krzyk.
Rozmywa ją.

Ale trzeba iść pod prąd. Bo rzeka wypływa ze światła. A światło to życie.
Prawdziwe życie, nie to wiecznie nieodżałowane, wiecznie cierpiące.
Bo tak naprawdę - dlaczego?

Będę zrywać kolejne sznury. To nałóg, kiedyś bym powiedziała, że za nią, za Męczennicą tęsknię.
Ale za nim i za Nim tęsknię bardziej.
Wystarczająco zrujnowała mi życie. Odebrała rozum, radość, wolność. To toksyczna znajomość. Pasożytnicza.

Czuję się, jakby mi kamień spadł z serca.
Taki ogromny.

"więcej dystansu, DYSTANSU..."

To piorunujące. Zdać sobie sprawę, że łańcuch winy dawno opadł, a...z sentymentu jakiegoś chorego zostało męczeństwo.

I teraz...to takie przyjemne. Mieć ciężką głowę od głupich, naprawdę głupich problemów, głupich powodów...próbować ogarnąć umysłowo tyle różnych rzeczy...i uśmiechać się. Spokojnie. Bez nerwów tłamszących gardło.

Może pożyję dłużej.

  • Mood: Content
  • Listening to: Tori Amos
  • Playing: piano

deviantID

;) mraur ^^ :heart:

deviantART Notice

[x]

Comments


I would love to congratulate you on your gallery! It was such a positive experience going through your beautiful images! Keep up your excellent work and take care my friend.
Thank you for the fave =)

--
Every path has it’s puddle
:*

--
we stand alone..
on a
FUCKIN HOSTILE!

Site Map